| Miasteczko w laserunkach. Kazimierz Dolny |
|
|
Wydawca Wydawnictwo Galaktyka
Tłumacz
Recenzent PCC
Miejsce wydania Łódź
ISBN 978-83-7579-174-7
Liczba stron 272
Rok wydania 2012 |
Format B5 i twarda oprawa niezupełnie pasują do przewodnika. Bo też
nie jest to przewodnik, przynajmniej w potocznym rozumieniu. Autorzy –
dwoje przyjaciół, przez lata jeżdżących do Kazimierza nad Wisłą, niczym
do wód, pomieszkujący nieopodal (autor postawił dom w nieodległym
Wilkowie), udzielający się w kręgach artystycznych (sam para się malarstwem
i rysunkiem) kreśli lekkim piórem zarys historii „Miasteczka” – od
króla Kazimierza i jego kochanki Esterki, przez zagłębie zbożowe – dla
handlu z Europą ważne jak Gdańsk czy Toruń – po piękne renesansowe
„śpichlerze” wzniesione na wzór miejscowej fary, nie mające sobie równych
w całej Europie. Późniejszy upadek miasteczka sprawił, że w XX
wieku jawi się ono jako prowincjonalny „sztetł” (zamieszkane przez ok.
2000 Żydów i 1000 Polaków). Na nowo odkryte jako miejsce plenerów
malarskich, zasiedlane latem przez studentów i profesorów ASP.
Przyszła Wojna i Zagłada, potem jeszcze zdobywcy spalili mury
i nastały czasy restauracji – rewitalizacji. Odbudowanym kamienicom
i spichlerzom przywrócono renesansowe kształty, w miasteczku zaczęli
osiedlać się artyści – malarze i inni twórcy. Plenery i niesamowite kolory
pozwalają określić Kazimierz Dolny mianem środkowoeuropejskiego
Barbizonne. Poza tym malarskim porównaniem, stało się poniekąd
odległą dzielnicą zarówno Warszawy jak Lublina.
Dla wydawcy książka ta miała mieć regionalny charakter – stąd
podtytuł, sugerujący charakter przewodnika – faktycznie, z Łodzi do
Kazimierza jest troszkę „dalej”. Ale poza rysem historycznym mamy
też przewodnik geograficzny – opisanie miejsc: budowli, gór, dołów
(czyli wąwozów). A ponad połowa książki to gawędy o znakomitych
ludziach pędzla tworzących w Kazimierzu – oraz reprodukcje ich obrazów.
Ilustracje nie wybijają się tu tak jak w albumach, ale są cennym
uzupełnieniem opowieści.
Trochę denerwuje niedokładność redakcji czy korekty, z niektórych
lapsusów autorzy będą się tłumaczyć bohaterom swojej gawędy,
ale premiera w Kuncewiczówce i swoiste „imprimatur” Waldemara
Odorowskiego (dyrektor Muzeum) podkreślają, iż jest to wartościowe
dzieło.
|
|